Vox populi, vox Dei – od średniowiecza do jednej sosny pod oknem…

Vox populi, vox Dei – od średniowiecza do jednej sosny pod oknem Łacińska sentencja vox populi, vox Dei – „głos ludu, głos Boga” – wraca jak bumerang w…

Vox populi, vox Dei – od średniowiecza do jednej sosny pod oknem

Łacińska sentencja vox populi, vox Dei – „głos ludu, głos Boga” – wraca jak bumerang w polityce, mediach i debacie publicznej. Jedni powołują się na nią przy okazji referendum, inni przy sondażach, protestach czy internetowych „głosowaniach”. Ale żeby jej używać z sensem, warto wiedzieć, skąd się wzięła i co naprawdę znaczy dzisiaj.

Historycznie to wcale nie był slogan „robię to, co mówi ulica”. Już w VIII wieku Alkuin z Yorku ostrzegał Karola Wielkiego, żeby nie ufał bezkrytycznie tłumowi, właśnie cytując „vox populi, vox Dei”.
Z czasem powiedzenie zaczęło jednak żyć własnym życiem. W XIV wieku arcybiskup Canterbury Walter Reynolds użył go w kazaniu przeciwko królowi Edwardowi II, uzasadniając, że władca nie może ignorować woli wspólnoty.

Później maksyma weszła na stałe do polityki i publicystyki. W Anglii pojawiła się w pamflecie „Vox Populi, Vox Dei” z 1709 r., który bronił praw obywateli i ograniczania władzy monarchy.
Dziś używają jej dziennikarze, komentatorzy, politycy – od debat o referendach po internetowe ankiety. W polskich mediach pojawia się np. przy okazji komentowania referendum jako „głosu ludu, który władza musi wykonać”.

Od wielkiej polityki do małego miasta

Brzmi górnolotnie, ale sedno jest proste: władza, która przestaje słuchać ludzi, prędzej czy później traci zaufanie i legitymację. Konstytucja RP mówi jasno, że władza zwierzchnia należy do Narodu (art. 4), a samorząd ma działać w interesie wspólnoty mieszkańców (art. 16). Ustawa o samorządzie gminnym dorzuca do tego obowiązek konsultacji społecznych w sprawach ważnych dla gminy (art. 5a), a Kodeks postępowania administracyjnego daje ludziom prawo składania wniosków i postulatów (art. 241 k.p.a.).

W teorii wszystko się zgadza. W praktyce często wychodzi tak, że o planach „dla mieszkańców” mieszkańcy dowiadują się z tablicy ogłoszeń albo z Facebooka miasta, gdy wszystko jest już ustalone. I tu zaczyna się realne znaczenie vox populi, vox Dei – jako przypomnienie, że ludzie nie są statystami w miejskim PR, tylko podmiotem władzy.

Historia jednej sosenki

Żeby nie mówić tylko abstrakcyjnie – przykład z życia.

Mieszkaniec zgłasza w urzędzie problem: drzewo, konkretna sosna, z którą od lat się „szarpie”. Chce je usunąć zgodnie z prawem. Urząd mówi „nie”, bo w danym stanie prawnym nie ma na to zgody. Mieszkaniec wychodzi wkurzony, ale temat go nie puszcza. Po chwili wchodzi w życie tzw. „lex Szyszko”, które radykalnie ułatwia wycinkę drzew na prywatnych działkach. Okazuje się, że to, co wczoraj było „niemożliwe”, dziś staje się oczywistością: sosna znika, tym razem zgodnie z nowymi przepisami.

Nie chodzi tu o ocenę samej „lex Szyszko”, tylko o mechanizm. Prawo zareagowało nie na konferencję prasową ministra, tylko na narastający przez lata społeczny bunt przeciwko absurdalnym sytuacjom: ludzie nie mogli racjonalnie zarządzać własną nieruchomością, bo przepisy żyły w oderwaniu od rzeczywistości.

To jest właśnie praktyczny wymiar vox populi, vox Dei: jeśli prawo trwa w konflikcie z doświadczeniem zwykłego człowieka zbyt długo, prędzej czy później będzie zmienione – czasem mądrze, czasem zbyt gwałtownie.

Co z tego wynika dla nas i dla was

Dla kancelarii dr Hanny Walczak ta maksyma nie jest ozdobą na ścianie, tylko punktem odniesienia do codziennej pracy:

słuchamy tego, co mówią mieszkańcy, klienci, rodzice, przedsiębiorcy,

pomagamy przekuć ich „życiową historię” na język prawa: wniosek, skargę, pozew, opinię prawną,

pilnujemy, żeby organy nie traktowały głosu obywatela jak „uprzejmej sugestii”, tylko jak uprawnienie wynikające z Konstytucji i ustaw.

Bo czasem „głos ludu” to milion ludzi na ulicach, a czasem jeden człowiek, który przez lata walczy o swoje drzewo, swoją ulicę albo swoje dziecko. W obu przypadkach logika jest ta sama: jeśli władza nie słucha, w końcu zmieni ją prawo albo… ludzie.

Vox populi, vox Dei – w dobrym znaczeniu tego słowa – to po prostu przypomnienie, że demokratyczne państwo działa poprawnie tylko wtedy, gdy naprawdę słyszy tych, dla których istnieje.

#voxpopuli #voxdei #prawo #samorzad #konsultacjespoleczne #kancelaria #HannaWalczak #obywatele #prawomiejscowe #administracja #mieszkańcy

Zobacz oryginalny post na Facebooku

Potrzebujesz pomocy w podobnej sprawie?

Jeśli po lekturze poradnika chcesz omówić swoją sytuację albo przesłać dokumenty do oceny, wybierz najwygodniejszą ścieżkę kontaktu.